Blog > Komentarze do wpisu

„Vitcatius” – Don Juan z Krupówek

W ubiegłą sobotę wybrałam się na spektakl „Vitcatius” w Teatrze u Przyjaciół. Moim wyprawom na spektakle Teatru u Przyjaciół zawsze towarzyszy podwójna radość. Nie tylko bardzo podoba mi się repertuar teatru, ale wykorzystuję ten dodatkowy moment na chwilę przyjemności w kawiarni „U Przyjaciół” (za każdym razem zachwycam się zestawem złożonym z lodów miętowych, jagód i gorącej czekolady).

 Już w czasie liceum zainteresowałam się twórczością Stanisława Witkiewicza, Witkacego, który prowadził dość intensywne i burzliwe życie. Wydaje mi się, że odbiór spektaklu „Vitcatius” jest dużo wyraźniejszy dla tych widzów, którzy są zaznajomieni, przynajmniej pobieżnie, z biografią Witkiewicza. Przed udaniem się na spektakl warto trochę o nim poczytać, wtedy można zauważyć wiele aluzji i wiele odniesień do jego życia. Można o nim powiedzieć, że to Don Juan z Krupówek, miał wiele kochanek, zresztą zupełnie się z tym nie krył. W spektaklu pojawia się m.in. postać Czesławy Oknińskiej-Korzeniowskiej, Czesi, oficjalnej kochanki Witkacego, którą wprowadził na salony i przedstawił swoim przyjaciołom. O ile dobrze odgadłam, w spektaklu pojawiła się też Irena Solska, oryginalnie rudowłosa aktorka, z którą w rzeczywistości  łączył go burzliwy romans. Była swoistym pierwowzorem bohaterek jego sztuk i powieści. No i nie sposób nie wspomnieć o  Jadwidze Unrug, zwanej Niną, jego żonie. Ich małżeństwo, bardziej z rozsądku niż z miłości, było dość… nietypowe. Witkacy świadczył się jej zaledwie po paru dniach znajomości, a dwa miesiące później wzięli cichy ślub, nawet nie informując o tym znajomych. Łączyła ich specyficzna więź, ona nie mogąc znieść jego matki wyprowadziła się do Warszawy, on został w Zakopanem. Często jednak pisali do siebie listy, długie, jednak zachowały się tylko Witkacego (zostały zresztą wydane). Pisał przede wszystkim o sobie, o tym, jak wyglądał jego dzień, co robił i kogo poznał. Był bardzo szczery, ukazywał swoje słabości i wady. Tą niezwykłą relację pokazali również aktorzy w spektaklu, choć przez chwilę zaledwie, to jednak wspomnienie Niny było bardzo intensywne.

Spora część spektaklu dzieje się w stanie po zażyciu przez Stanisława Witkiewicza i jego dwóch kompanów narkotyków. Zarówno w biografii, jak i w spektaklu nie można było pominąć używek, którymi Stanisław Witkiewicz raczył się z dużą namiętnością. Nie wiadomo nawet, czy bez nich stworzyłby tak wiele niezwykłych dzieł. Co więcej, napisał „Narkotyki”, swego rodzaju przewodnik, w którym opisuje działanie konkretnych substancji (np. w konopiach doceniał to, że po ich zażyciu jego zdaniem wyostrzały się kolory). I choć teoretycznie Witkacy przyjmował narkotyki wtedy, kiedy chciał namalować kolejny obraz albo coś napisać, to jednak w praktyce był po prostu człowiekiem uzależnionym. Jeżeli kiedyś zobaczycie na jego dziełach różne literki, nie zdziwcie się – to jedynie skróty substancji, które zażył przed tworzeniem. I tak np. jako Co oznaczał kokainę, Et to eter, cof. to kawa, NP 3 znaczyło, że nie palił 3 dni, a FBZ, że wypalił fajkę bez zaciągania.

Sam spektakl był bardzo interesujący, choć dla mnie stanowczo za krótki. Czułam pewien niedosyt, ale to tylko dlatego, że są pewne wątki w życiu Witkacego, które dla mnie są bardziej interesujące niż ten, który został poruszony w spektaklu, a mianowicie samobójstwo Witkacego. Spektakl zaczyna się w momencie, kiedy Czesia i Witkacy mają wyjść na spacer – w rzeczywistości na początku września 1939 r. opuścili Warszawę i po długiej wędrówce dotarli do wsi Jeziory, gdzie postanowili popełnić samobójstwo, jednak Czesia przeżyła. A jak się kończy? Teatr u Przyjaciół naprawdę ciekawie podszedł do tematu i jeżeli będziecie mieli możliwość, to na pewno warto obejrzeć „Vitcatiusa”. Nie musicie się też martwić o to, że na poddaszu kamienicy może być chłodno – cieplutkich koców jest pod dostatkiem, a po spektaklu zawsze można się rozgrzać gorącą czekoladą w kawiarni „U Przyjaciół” :-)

 

Stefania Tuwimowa, żona Juliana Tuwima

Julian Tuwim

 

niedziela, 18 listopada 2012, szlakteatralny

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Zateatralniona Jeżycomanka
Ja o sobie? Miłośniczka teatru, dobrego smaku, oryginalnej przestrzeni zakochana w poznańskich Jeżycach. Ułożyłam sobie w głowie mój szlak teatralny. Lubię nim wędrować.
Nie wszystkie multimedia, które umieszczam na blogu, są moją własnością. Dlatego umieszczam pod nimi linki do stron, z których pochodzą